Deus ex machina

Blask zamglonego księżyca wlewa się przez odsłonięte (co dziwne) okno. Szum
wentylatora, ciche piski maszyny, nocne odgłosy technocywilizacji wdzierają się
pod milczące słuchawki. Stukot klawiszy. Czerń i szarość, kolory odeszły w mrok
wraz ze słońcem. Jest jeszcze czerwień, poblask optoelektronicznego gryzonia.
Utkane z fotonów litery skaczą po ekranie, pną się w górę. Utkane z jonów myśli
kłębią się pod czaszką. Musica eterna? Nie, znów cisza. Niemal cisza. Żółtawa
tarcza satelity znika za oknem. Zmęczony organizm domaga się snu. Ciepło powoli
odpływa z ciała. Myśli chaotycznieją coraz bardziej, pędzą ścieżkami dziwnych
atraktorów, rozszczepiają się bifurkacjami, kaskadują... jednak zawsze zbiegają
ku jednemu punktowi stałemu. Neurony pulsują z wysiłku, bity przeskakują
pomiędzy synapsami. Na próżno, zrozumienie nie przychodzi. Czyżby problem
nierozstrzygalny? Gödel. Escher. I nie Bach, a Lisa Gerrard. Głód. Enzymatyczny
i empatyczny. Głód protein, wiedzy, zrozumienia. Pojawiają się kolory: zdjęcie,
trochę liter na kawałku papieru. Wspomnienia... uczucia. Zapytanie do samego
siebie, co to jest. Bo JEST. Jest tak namacalnie, tak prawdziwie, tak silnie.
Dźwięki wibrują, pobudzają ośrodki słuchowe, a zamknięte oczy widzą to, co chcą
widzieć. Kogo. Maszyna czeka cierpliwie. Palce opadają z wolna na klawisze,
zwierają ścieżki, rozpędzone różnicami potencjałów elektrony gnają rzekami
miedzi, złota i aluminium. Uczuć nie da się zanalizować, wiary nie da się
zmierzyć. Trajektorie rozpadają się w nieskończoność punktów, palce zaciskają
się bezwiednie targane sprzecznymi impulsami z mózgu, pobudzone adrenaliną serce
przyspiesza, płuca pulsują kompensując zwiększone zapotrzebowanie na tlen.
Logika rozsypuje się niczym domek z kart, myśli przestają błądzić pochwycone
bezlitosnym przyciąganiem, pozostaje tylko jedna z nich, żłobiąca tęsknotą
wilgotny ślad na twarzy, drwiąca sobie z wszystkiego, rozpalająca do białości,
dająca pewność, kojąca, naiwna, głupia, miłość.

                                                       Omega Red, 2 czerwca 2004

[Powrót]