Anioł

 

        Siedział na ławce, pochylony, jakby uginał się pod jakimś niewidzialnym brzemieniem. Chłodny, jesienny wiatr rozwiewał jego włosy, wciskał się pod zamknięte powieki. Zadrżał. Ile czasu już tu siedzi? „Tak, jakby miało to jakiekolwiek znaczenie”, odpowiedział sobie w myślach. Tak, jakby cokolwiek miało teraz jakiekolwiek znaczenie. Tylko lodowaty chłód gdzieś w środku... I pustka. Stara znajoma, wieczna kochanka, która znów upomniała się o swoje prawa. Kolejna strata. Jak zawsze bardziej bolesna niż poprzednie.

        Karmazynowe, powoli spadające z nieba słońce nie dawało już ciepła. Spróbował zebrać myśli, lecz kłębiące się na granicy świadomości wspomnienia czyniły go bezsilnym. Słowa, obrazy, uczucia... Uczucia? Nie było już uczuć. Nie było już nic.

        Coś delikatnie dotknęło jego ramienia. Uniósł powoli głowę otwierając oczy. Spojrzał niewidzącym wzrokiem przed siebie... Zamknął i otworzył oczy raz jeszcze.

        Jej długie, jasne, spływające daleko poza ramiona włosy skrzyły się purpurą w promieniach zachodzącego słońca. Jeszcze jaśniejsza skóra sprawiała wrażenie, że oto stoi przed nim jakaś eteryczna istota... Spokojna, trochę smutna twarz spoglądała na niego głębokimi, szarymi oczami. Przez chwilę zdawało mu się, że widzi coś białego i pierzastego za jej plecami... Zamrugał. Wstał i uścisnął wyciągniętą do niego dłoń.

        Uczucia raz jeszcze wróciły, lód stopniał, pustka przyczaiła się gdzieś w cieniu. Była bardzo podobna do niego. Pojawiała się często, przynosząc radość, smutek i tęsknotę. Ogrzewali się wzajemnie swoim ciepłem. Prawie nic o niej nie wiedział, prawie nic mu o sobie nie mówiła – ale potrzebował jej. Wkrótce doszedł do wniosku, że ona potrzebuje jego jeszcze bardziej... lub tylko tak mu się zdawało. Bała się. Czasami wydawała się taka zagubiona... Obiecał, że będzie przy niej – zawsze, że nigdy jej nie opuści. I był.

        A potem powiedziała, że musi odejść. Nie mówiła, dlaczego, choć prosił ją wiele razy. Mógł się tylko domyślać. Bał się.

        W końcu powiedziała mu, w tym dniu, ostatnim z dni, a sfery świata zastygły w bezruchu. Nie przyjął tego do wiadomości. Nie potrafił. Jednak niektórych rzeczy nie da się odwrócić. I choć oddałby wszystko dla niej - nie mógł.

        Odeszła pozostawiając za sobą wspomnienie swego ciepła. Może spotkamy się w lepszym ze światów...

        Siedział na tej samej ławce, pochylony, uginając się pod tym samym niewidzialnym brzemieniem. Tylko rozwiewający jego włosy wiatr był inny, lodowata pieszczota doskonale współgrająca ze stanem jego duszy. Nie drżał już. Leniwie opadające na ziemię płatki śniegu tańczyły przed zamkniętymi oczami. Samotna jak on sam łza spłynęła mu powoli po twarzy, zatrzymała się na chwilę, po czym poszybowała w śnieżny puch. Tak, jakby cokolwiek miało teraz jakiekolwiek znaczenie.

        Tym razem nie przyszła. Zostały tylko jej słowa: "Nigdy nie będziesz sam".

 

Omega Red, 26 stycznia 2004

 


[Powrót]