Tęsknota

 

 

Stoi, okryta tylko swymi włosami. Długimi, zwiewnymi, w kolorze zachodzącego słońca odbijającego się w jej bezdennych, szarobłękitnych oczach. Czuje wilgotny piasek pod bosymi stopami. Lekka bryza od morza pieści jej nagie ciało delikatnymi muśnięciami. Uśmiecha się smutno. Postępuje krok, fala obmywa jej kostki. Niczym nie znana nikomu bogini, piękna i delikatna jak wiosenny pączek róży rozkwitający o świcie. Kolejne kroki. Woda wdziera się między jej alabastrowe uda, coraz wyżej... Drży. Włosy wirują na wietrze. Wschodzące gwiazdy rozbłyskują na bezkresnej tafli migotaniem rozsypanych brylantów. Woda sięga piersi, delikatnych, niby wykutych z najczystszego marmuru. Jej oczy, oczy lśniące głębią taką jak ta, która ją pochłania, zamykają się. Krok. Westchnienie, głos szemrzącego strumienia.

 

Wszechobecne pole kwiecia rozciągające się aż po horyzont. Nieprzeliczona różnorodność barw, zapachów, kształtów. Perlisty śmiech brzmiący graniem kryształowych kurantów. Tańczy stąpając lekko i wdzięcznie po miękkiej, zielonej murawie. Jej uśmiech niczym gwiazda zaranna. Włosy pląsają płomieniem.

 

Ciemność zasnuwa słońce. Galopujące kłęby czarnych kształtów na przejrzystej kopule nieba. Chłód obejmuje lepkimi mackami jej drżące ciało. Dygotanie ziemi, kwiaty padają skute lodem. Jej krzyk zatrzaśnięty w okowach pustki...

 

Leży wśród wysokiej trawy. Twarz wyrzeźbiona w beznamiętność. Oczy bezkresne i puste jak błękit nad nią. Podnosi się niepewnie. Potrząsa głową wywołując rudą zamieć. Rusza przed siebie.

 

Grota. Wycięty w żywej skale kręty korytarz. Idzie. Niewielka jaskinia. Wie, że to już koniec wędrówki.

 

Kamienny posąg. Jego nieruchoma twarz, tak jak jej, zdaje się nie wyrażać absolutnie niczego. Zdaje się.

 

Wyciągnęła dłoń wodząc opuszkami palców po chropawej powierzchni. Poczuła coś... Wilgoć. Zakołysała się. Kryształowa kropla opadła w pył odrywając się od kamiennej twarzy. Poczuła wstrząsający nią spazmatyczny szloch, wszelkie możliwe uczucia rozsadzające serce. Spojrzała przez łzy. Zdawał się do niej uśmiechać. Bez namysłu odwzajemniła uśmiech.

 

Gdzieś daleko znów wzeszło słońce.

 

 

Omega Red, 20 kwietnia 2003


[Powrót]