Przeznaczenie

 

Stał. Powoli uświadamiał sobie swoje istnienie.

„Tak... Jestem żywą istotą...”

Zrobił kilka kroków, początkowo dość niepewnie, potem doszedł do wprawy.

„Gdzie jestem?”

Wszędzie wokół dostrzegał ocean traw, falujących pod dotykiem wiatru.

„Kim jestem?”

Z braku innych pomysłów ruszył przed siebie tak jak stał.

 

* * *

 

Chata. Proste, drewniane domostwo.

Zbliżył się.

Strumyk białoszarego dymu powoli rzedniejący na wietrze.

Podszedł do drzwi.

 

* * *

 

Druga ludzka istota. Pozwoliła mu zostać. Przez kilka dni starał się ją bliżej poznać.

Może dowiedział się również czegoś o sobie samym. Nocami miewał dziwne sny, czuł się

jak... Nie wiedział, jak.

 

* * *

 

Wskazała mu drogę, a on poszedł.

Prawie nie chciał odchodzić. Jednak musiał. „Dlaczego?”

 

* * *

 

Wędrował trawiastymi wzgórzami. Nie znał celu, lecz podążał do niego.

Szedł. Sam nie wiedział jak długo.

 

* * *

 

Gwiazdy prowadziły go ku przeznaczeniu. Aż przeznaczenie go odnalazło.

 

* * *

 

Ta sama chata. Właściwie to nawet się nie zdziwił.

Ale czegoś brakowało.

 

* * *

 

Wciąż się uśmiechała, tym samym dziewczęcym uśmiechem jaki zapamiętał.

Jednak jej piersi nie poruszały się.

Uklęknął obok niej. Uścisnął jej dłoń... Zimną dłoń.

Czuł się jak... Nie wiedział, jak. Nigdy przedtem nie doświadczał czegoś takiego.

Podniósł dłoń do twarzy, poczuł coś wilgotnego na palcach.

 

* * *

 

Błysk stali. Splamionej szkarłatem. Ślady.

Podniósł się z dziwnym wyrazem na twarzy.

Powoli zamknął jej bursztynowe oczy i ruszył.

 

* * *

 

Nie musiał szukać daleko. Wkrótce zauważył ludzką sylwetkę na horyzoncie.

Postać rosła szybko. Szli nawzajem na swoje spotkanie.

Było w nim coś znajomego.

Niepokojąco znajomego.

Kiedy stanęli twarzą w twarz, wiedział już.

I zrobił to, co musiał zrobić.

 

 

Omega Red, grudzień 2001 / 21 października 2002

 


[Powrót]