Śpij dobrze

 

                Patrzysz, jak płoniesz.

                Ogień. Pierwotny żywioł trawiący pożądliwie to, czym byłeś; to, czym jesteś. Najgłębszą część twojego jestestwa.

*             *             *

                Siedzisz w swojej betonowej klatce i wchłaniasz kolejną porcję telewizyjnej papki. Albo wpatrujesz się uważnie w drobne, czarne plamki pośród oceanu bieli (a raczej szarości) i uruchamiasz swój wspaniały, myślący (?) koloid próbując przekształcić słowa i zdania w obrazy. Banalne słowa, równie banalne obrazy. Ile razy już to słyszałeś? Ile razy widziałeś? Mówisz, powtarzasz, nie wiedząc właściwie co. Słyszysz „wszystko będzie dobrze” i zaczynasz trząść się ze śmiechu, bo wiesz, że tym razem nie będzie happy endu.

                Ale wierzysz w to, prawda? „Nadzieja matką głupców, jak to jakiś głup powiedział.” Gdybyś zwątpił... Nie, zapomnij o tym. Tak będzie bezpieczniej - dla ciebie i dla mnie. Bo ja też w to wierzę. I nie chcę, żeby ktoś mnie obudził. Nie chcę otworzyć oczu i ujrzeć, że przez całe to puste życie łudziłem się, iż żyję w jakimś celu. Że jest jakiś sens.

                Myślałeś o tym kiedyś? A może wystarcza ci to, co mówi ojciec, ksiądz, kumpel, nauczyciel? Wydaje ci się, że wiesz, po co żyjesz? Jesteś tego pewien? Wkurzasz się na mnie? Wiesz, powiem ci coś. Zazdroszczę ci.

                Mówią (kto?...), że zazdrość to zła rzecz. Ty też tak myślisz, dopóki sam jej nie zaznasz. I tak jest ze wszystkim - masz doskonale wyrobione zdanie o tym, czego jeszcze nie przeżyłeś. Aż w końcu przychodzi ten dzień, albo noc, i wszystko się wali...

*             *             *

                Kolejna kartka, kolejne dni. Dni, tygodnie, miesiące, lata. Całe twoje życie. Zastanawiałeś się, co zabrałbyś ze sobą, gdybyś miał zaledwie pięć minut na odejście z domu?

*             *             *

                Dwa słowa mogą prawie zabić. Nawet jedno. A co dopiero wiele, wiele słów? Wracasz do domu uginając się pod ich brzemieniem, usiłujesz zapanować nad rozszalałym umysłem. Nie jesteś zły. Nie czujesz gniewu, tylko... Coś ściska cię za gardło, z każdą minutą coraz mocniej, nie możesz już oddychać, jakby na twojej piersi legł jakiś gigantyczny ciężar, świat rozmazuje ci się przed oczami, powoli nabierasz powietrza, chcesz krzyczeć, ale tylko cichy świst wydobywa się z twojego gardła przez zaciśnięte zęby, czujesz ten ciężar, jakby naprawdę tam był, ale go nie ma, a nie można pozbyć się tego, co nie istnieje... Przypominasz sobie, że każdy człowiek cię w końcu zawiedzie, ale ty nie chcesz zawieść swoich przyjaciół, chcesz być z nimi, śmiać się i płakać, cieszyć i smucić, ale świat ci nie pozwala, nie chcesz żyć w takim świecie, nie, nie teraz, nie w tej chwili... Chcesz to wykrzyczeć, lecz brak ci słów, bo nie istnieją słowa mogące naprawdę  wyrazić uczucia, mowa to tylko kalekie przedłużenie myśli...

A radio grało, i słuchałeś samych ślicznych piosenek, i oczywiście byłeś nawet szczęśliwy, oczywiście do czasu... Myślenie zabija, ale słuchanie robi to jeszcze skuteczniej. Boli? A czego się spodziewałeś? Żebrak raczej nie będzie ci wdzięczny za opowieść o pięknej, bogatej itd., lecz w głębi duszy będzie chciał słuchać. Nie wierzysz? Wszyscy jesteśmy w jakiejś części masochistami...

*             *             *

                Papier zwija się, dymi, czernieje i zamienia w popiół. Nie poznajesz? To ty, człowieku. Twoja dusza. Chciałeś się nią z kimś podzielić, ale już za późno. Nikt tego nie przeczyta. Zresztą, teraz nie wypada czytać, bo to marnowanie czasu, a czas to - jak wiadomo - pieniądz. Nikt nie ma czasu na nic i dla nikogo. Nikt? Nawet ty?...

*             *             *

                Idziesz ulicą. Mijają cię ludzie. Patrzą pod nogi, przed siebie, w niebo, byle nie na ciebie. Każdy żyje w swoim własnym małym światku, a jeśli myślałeś, że wystarczy przebić swoją skorupę, to byłeś w błędzie. Na szczęście nie wszyscy są tacy (mam nadzieję...), ale czy ty potrafisz się z nimi porozumieć?

                Tak rozpaczliwie szukałeś CIEPŁA, nadal go szukasz, i zdawało ci się, że znalazłeś. Ale jedna przyjazna dusza to zbyt mało, każdy ma swoje własne życie i nie każdy ma czas... Tak bardzo chcesz kogoś poznać, a nie potrafisz, patrzysz na ludzi i czujesz się, jakbyś lizał lizaka przez szybę, dni mijają, a ty wciąż szukasz i szukasz...

 

Omega Red, 15 września 1998

 


[Powrót]