Mała, czarna skrzynka

 

                Idea była dość stara, lecz dopiero niedawno osiągnięto środki mogące ją urzeczywistnić. Co by było, gdyby tak zbudować baterię potężnych hiperputerów, „nakarmić” je całą ziemską wiedzą i kazać ją rozwijać? Putery zdolne przeanalizować taką ilość informacji nie istniały – aż do momentu powstania Projektu i skonstruowania „Wielkiej Dziesiątki”.

                „Dziesiątka” składała się z najpotężniejszych neuroputerów, jakie kiedykolwiek stworzył człowiek. Nad ich powstaniem pracowali najwybitniejsi neurotechnicy, programiści, fizycy i naniści przez ponad 6 lat. Na potrzeby „Dziesiątki” zbudowano też najnowocześniejszą na świecie fabrykę mogącą wyprodukować właściwie wszystko, co tylko da się zaprojektować.

                Otwarcie i uruchomienie kompleksu przebiegło bez zakłóceń. Neuroputery przez 37 dni analizowały dane, aby dojść w końcu do wniosku, że nie dysponują jeszcze wystarczającą mocą obliczeniową. Oświadczyły wszelako, że nic nie stoi na przeszkodzie dalszej ich rozbudowy. Uzyskawszy pozwolenie Rady projektu, „Dziesiątka” rozpoczęła przekonstruowywać się wykorzystując do tego celu wspomnianą wcześniej fabrykę. Najpierw neuroputery zmieniły „szkielet” swoich obwodów z nadprzewodzących neurystorów na jakieś dziwne elementy optoelektroniczne, funkcjonowania których naukowcy nijak pojąć nie mogli. Na nic zdały się wyjaśnienia samych puterów. Okazało się bowiem, że maszyny przekroczyły już stopień złożoności ludzkiego mózgu i poziom jego zdolności kombinatoryczno-logicznych. Dlatego też putery bez ograniczeń mogły przyswajać i rozumieć ludzkie myśli, w drugą stronę zaś było to możliwe tylko dla komunikatów o złożoności nie przekraczającej możliwości percepcyjnych ludzi.

                Sensacje bynajmniej na tym się nie skończyły. „Dziesiątka”, nadal nie w pełni usatysfakcjonowana swoimi możliwościami, dokonała syntezy łącząc się w jeden gigantyczny hiperputer. Ten z kolei, po kolejnych przeróbkach, znów gruntownie się przebudował, z optoelektronicznego stając się kwantowo-optyczny. Tak zakończyła się wstępna część Projektu. Kwantoptohiperneuroputer (tak chyba należałoby go nazwać...) zabrał się wreszcie za zadanie, jakie mu wyznaczono.

                Przez sześć dni puter myślał tak intensywnie, że elektrownia zasilająca kompleks musiała uruchomić rezerwowe bloki, a i tak ciągle była przeciążona. W końcu – dnia siódmego – puter zwołał Radę projektu i oznajmił, że zadanie zostało wykonane.

                „Jak to – wykonane?! Przecież rozwój wiedzy nie może być zakończony!” – dziwili się naukowcy. Puter odrzekł, że owszem, rozwój wiedzy może zostać zakończony. I właśnie został. Że zaprojektował coś, co jest najdoskonalszym wytworem techniki, nic doskonalszego nie może już być wymyślone. Że fabryka właśnie zaczęła to coś tworzyć.

                Po kilku godzinach nerwowego oczekiwania niewielki robot dostarczył naukowcom ową bezcenną rzecz. Wyglądała niepozornie – ot, zwykła mała, czarna skrzynka. Robot otworzył ją i pokazał zgromadzonym jej zawartość. Wewnątrz znajdowały się trzy przedmioty: przerdzewiały, pięciocalowy gwóźdź; przepalona czterdziestowatowa żarówka i stępiona do cna żyletka.

 

Omega Red, 20 kwietnia 1997

 


[Powrót]