Taka sobie bajeczka

 

                W pewnym kraju, w pewnym mieście, sto lat temu albo dwieście żył król, królowa, giermek, smok, myśliwy, Czerwony Kapturek, Kubuś Puchatek i Prosiaczek.

                Pewnego dnia zły giermek porwał Czerwonego Kapturka. Dzielny rycerz Kubuś Puchatek pospieszył dziewczęciu na ratunek. Niestety, było już za późno – toteż Puchatek rozpruł brzuch giermkowi, wyciągnął Czerwonego Kapturka i pojechał na dwór królewski.

                Po drodze spotkali jednak paladyna Arturiusa, który widząc, jak Puchatek ciągnie Kapturka, który przywiązał się bardzo do giermka i nie chciał wracać do króla... No więc Arturius wypełniając swój święty obowiązek pospieszył na ratunek.

                Niestety, zapomniał wziąć z domu swoich szkieł kontaktowych i z bliska poznał wstrętny podstęp. Otóż jego osłabiony wzrok w połączeniu z nieomylnym instynktem mówił mu, że Czerwony Kapturek jest w rzeczywistości czerwonym smokiem, który tymczasowo przybrał ludzką postać. Tak więc wespół z Puchatkiem najpierw wykorzystali biedne dziewczę, a następnie chcieli je wypatroszyć.

                Niestety, okazało się, że jednak Kapturek rzeczywiście jest smokiem. Powróciwszy do swojej naturalnej postaci smok chuchnął na dwóch natrętów, uwalniając świat od tego przygłupa Arturiusa. Po czym poleciał na dwór królewski, ożenił się z myśliwym i żyli długo i szczęśliwie... do czasu.

                Do czasu, gdy Prosiaczek – czterdziestopięciopoziomowy mag/druid/kapłan/czarnoksiężnik/astrolog – postanowił przywołać z krainy śmierci swojego druha Puchatka. W tym celu przerobił króla na komponenty i w pięć sekund otworzył przejście między sferami egzystencji. Niestety, paladyn Arturius również powrócił na ziemię, gdyż (jak sam twierdził) „na świecie jest jeszcze wiele dziewic” – co miał na myśli, nie wiadomo.

                Gdy obaj wojownicy odzyskali siły i potencję, ruszyli na dwór (już nie królewski) ze swoją straszliwą zemstą. Wreszcie dotarli na miejsce, a mag/druid/kapłan/czarnoksiężnik/astrolog Prosiaczek chcąc im pomóc, rzucił czar „wsteczna ewolucja” powodujący przemianę ofiar w istoty, z jakich się wywodziły.

                Niestety, w chwili rzucania czaru Prosiaczek kichnął potężnie i czar objął naszych bohaterów. Puchatek stał się żabą, a Arturius zniknął (gdyby znano wtedy mikroskopy, dostrzeżono by na jego miejscu niewidoczny zarodnik rośliny zwanej bambusem).

                Królowa widząc, co się stało z tymi przystojnymi podróżnymi, pocałowała Puchatka-żabę, który zmienił się z powrotem w siebie, i żyli długo i szczęśliwie... do czasu.

                Do czasu, gdy Prosiaczek – czterdziestopięciopoziomowy mag/druid/kapłan/czarnoksiężnik/astrolog – postanowił przywrócić paladyna Arturiusa do bardziej żywotnej postaci...

 

Omega Red, ? / 8 września 1996

 


[Powrót]